Magazyn iPP nr 74, wrzesień 2010

“Stary, dobry” ateizm odchodzi do lamusa. Jego miejsce zajmuje agresywny marketing połączony z irracjonalnym szyderstwem. W Polsce ten model uosabia pewien członek partii ludzi rozumnych inaczej.

Klasyczni ateiści, choć nie stronili od konwencji ośmieszania swoich przeciwników, starali się wykazywać ich rzekomą głupotę na poziomie debaty intelektualnej. Zarówno najprostsze argumenty typu: “Zjadłem kiełbasę w Wielki Piątek i nic mi się nie stało”, nieco bardziej zaawansowane: “Bóg nie jest wszechmocny, bo nie może stworzyć kamienia, którego nie potrafiłby podnieść”, jak i naukowe próby udowodnienia powstania życia z przypadku zawsze odwoływały się do rozumu i na tym polu miały pokonać ludzi wierzących. Ci z kolei próbowali racjonalnie bronić swoich przekonań lub wykazywać bezsens niektórych argumentów ateistów. Taka wymiana myśli służyła po części dobru obu stron. Wierzący pogłębiali intelektualne podstawy swoich przekonań (przy okazji porzucając ich ludzkie naleciałości), a ateiści mieli okazję trafić na myślących wierzących, co niekiedy skutkowało “zmianą barw”.

Ta wojna pozycyjna nie dawała jednak szansy na jakieś zdecydowane rozstrzygnięcie. Choć teoria Darwina mocno podkopała naturalny strach przed Istotą Najwyższą i spowodowała masową tendencję do letniości wśród osób wierzących, to jednak współczesne powszechne odejście od racjonalizmu stępiło skuteczność tej formy walki z religią. Kto dziś przejmuje się teorią ewolucji czy argumentami kreacjonistów? Nowa kiecka, czy raczej majtki, Dody – to jest temat! W tak zmienionym społeczeństwie atak ateistów wymagający wysilenia mózgu jest już całkowicie niegroźny. Owszem, religię pozbawiono głębi, ale pozostała ona jako znacząca forma kulturowa ograniczająca pełną swobodę obyczajową i kompletne odejście od wartości wyższych. Oczywiście z biegiem czasu udałoby się w tych warunkach osiągnąć zamierzony cel, ale trzeba by czekać kilka pokoleń. Dlaczego jednak nie skorzystać z nowych zdobyczy marketingu komunikacyjnego?

Różnicę w przekazie treści, jaki nastąpił w ostatnich latach, tak opisuje Eryk Mistewicz, spec od marketingu politycznego:
“Kilka lat temu jedno zdanie polityka było równe akapitowi składającemu się z 5-6 wersów i tylko kilka tysięcy ludzi w Polsce rozumiało, co ten polityk ma na myśli, a Jadwiga Staniszkis, Marek Migalski i Piotr Zaremba przekładali to czytelnikom i widzom. Obecnie polityk mówi: Yes, yes, yes albo Cudownie mi z wami. (…) I po co tu jakiś pośrednik?”
Pytany o granice moralne w medialnym przekazie, szczerze odpowiada:
“Nie ma żadnych granic?
W skutecznym przekazie – nie ma.
Tak się gra w Polsce?
Tak się gra wszędzie. (…)
Ale czy to jest jeszcze polityka?
Nie ma polityki w próżni, bez ludzi. To już nie te czasy. Nie ma polityki bez rozpalenia emocji ludzi.” Tak manipuluje się polską polityką, wywiad Michała Karnowskiego, Dziennik.pl

Wrogowie Boga skorzystali ze zdobyczy “postępu”. Ich dzisiejsza broń ma niewiele wspólnego z racjonalną argumentacją, a kieruje się głównie do emocji i uproszczonego przekazu. Oto na ulice Londynu wyjechało ponad 800 autobusów z hasłem: “Boga prawdopodobnie nie ma. Przestań się zamartwiać i ciesz się życiem”. Na dno propagandy w dyskusji światopoglądowej stoczył się też znany naukowiec, który autorytatywnie stwierdził niedawno, że Bóg jest całkowicie zbędny i “nie stworzył wszechświata”. “Bóg jest zbędny”, Newsweek.pl
Cóż z tego, że nawet laicy z łatwością mogą obśmiać takie pseudonaukowe stwierdzenie sławnego naukowca, kiedy w świat prostaczków poszła wiadomość: nauka udowodniła, że Bóg jest zbędny!. Lud nie będzie się głowił, na jakiej podstawie doszło do tego ostatecznego rozwiązania problemu Boga. Ono po prostu ludowi pasuje, a kiedy jeszcze jego zmysłową “intuicję” popierają wielcy naukowcy i media, to czym tu się przejmować? Kto tam będzie czytał wywody, np. w Rzeczpospolitej:

“Od poniedziałku już wiem, że Boga nie ma. Tak przynajmniej utrzymuje Stephen Hawking, astrofizyk wspierany przez redakcję “Newsweeka”, która uważa, że jego słowa “otwierają nowy rozdział w sporze między nauką a religią”.

Na temat wybitności Hawkinga jako naukowca wypowiadać się nie zamierzam. Po przeczytaniu jego rozważań na temat religii trudno mi w nią wierzyć. Otóż Hawking uważa, a ma to być jego kluczowa teza, że “to spontaniczna kreacja jest przyczyną, w wyniku której istnieje raczej coś niż nic. Nie ma potrzeby przywoływać Boga”. Czytałem to zdanie i przecierałem oczy ze zdumienia. To ma być owo genialne odkrycie? To ma być cios ostateczny, miażdżący i śmiertelny, co to raz na zawsze strąci wiarę w Stwórcę w otchłań zapomnienia? Koń by się uśmiał. Nie jest to wprawdzie najbardziej banalna wypowiedź na temat istnienia Boga w dziejach, bywały bardziej prymitywne, że przypomnę, jak to kiedyś radziecki kosmonauta Jurij Gagarin nie dostrzegł Boga w kosmosie, co miało być koronnym dowodem na nieistnienie istoty najwyższej. A jednak w galerii myśli płaskich dowody Hawkinga zajmą poczesne miejsce.” P. Lisicki, Rzp

W Niemczech pogardę dla wierzących wpaja się już dzieciom. Oto w programie “Zuza Bystrzacha wyjaśnia świat” wzięto za cel kreacjonistów i Boga. Oto komentarz blogera Rafała Długosza:

Od dawna nie widziałem bardziej głupiego, a zarazem chamskiego i szkodliwego dla dzieci filmu. W programie nasza bohaterka Zuza “Bystrzacha” wyjaśnia dzieciom, swoim rówieśnikom, teorię ewolucji. Zwróćcie uwagę na kilka rzeczy. Jedną z nich jest stosunek Zuzy do dorosłych, w tym nauczyciela. Nazywanie go tępakiem, wyśmiewanie się z niego, pukanie się w czoło, butne wynoszenie się ponad dorosłych (jedno z ostatnich zdań, w którym Zuza stwierdza, że jesteśmy <dzieci> od was <dorośli> nawet 100 razy mądrzejsze). Owszem, prawdą jest to, że dzieci często widzą całą prawdę o dorosłych, w tym o swoich rodzicach, ale ta bajka w zaplanowany przez jej twórców sposób ma na celu burzyć autorytet, jaki dorośli z natury rzeczy mają u swoich dzieci. Mówiąc inaczej, chodzi o rozbicie normalnych relacji w rodzinie. Jest to powtórka z historii sprzed niecałych 80 lat, i to w tym samym kraju. Ale to jedna kwestia.

Inną rzeczą pokazaną w prymitywny sposób w tej bajce jest stosunek ewolucjonistów-ateistów do Biblii oraz do Boga, który pokazany został jako śmieszny łysy dziadek z brodą. (…) Przeciwnik ewolucjonizmu nazywany jest Tępakiem, co ma sugerować, że tylko teoria ewolucji ma rację bytu w tym świecie. Na jakiej podstawie? W bajeczce nie przedstawiono za nią ani jednego rozsądnego argumentu poza krzykliwą propagandą.
Rafaldlugosz.blog.onet.pl

Godnymi reprezentantami rodzimego nurtu nowej “myśli” ateistycznej są “nowocześni Polacy” spod baru naprzeciwko pałacu namiestnikowskiego. Ich guru jest Janusz Palikot. Jako że w Polsce intelektualna głębia ludzi wierzących jest niewielka, religijność powierzchowna i dewocyjna, to i forma ataku odbiegała od anglosaskiej powściągliwości i sprowadziła się do zwykłego chamstwa i wyszydzania. W relacjach spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu widać było, jak przykład co większych szumowin rozpala emocje i łamie kolejne tabu u zgromadzonej młodzieży.

Ekscesy pod krzyżem smoleńskim to na razie zdarzenia odosobnione. Widać jednak, że wpisują się w ogólnoświatową tendencję podsycaną przez media i autorytety. O ile na ringu potyczek intelektualnych ludzie wierzący nauczyli się dość dobrze sobie radzić i tu widoki na ich pokonanie były marne, o tyle w licytacji szyderstwa, chamstwa i pogardy przegrają. Do dzisiejszego pokolenia medialnego przemawia obraz, tani chwyt, szyderstwo, obciach i tego typu formy manipulacji. Chrześcijanie będą wzdrygać się przed takimi metodami. Nawet stosunkowo niewinna karykatura z pewnością wzbudzi niesmak u wierzących, a niestety tylko taki przekaz rozumie dziś odbiorca masowy. W starciu z palikotyzacją debaty publicznej ludzie rozumni są więc bez szans.

Co nas czeka w niedalekiej przyszłości? Odpowiedź jest oczywista i – co mnie cieszy szczególnie – pojawiła się nawet w mediach głównego nurtu:

“…ludzi religijnych zacznie się resocjalizować. Wygląda na to, że nadchodzą piękne czasy.” Paweł Lisicki, Rzp

Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości. 2 Piotr. 3:3