Pastor Paweł Chojecki

Donald Tusk po katastrofie nad Smoleńskiem tłumaczył narodowi, że nie domaga się od Rosji niezwłocznego przekazania dowodów, by jej nie drażnić, a w ten sposób dostać szybciej i więcej. Tego typu myślenie jest mocno rozpowszechnione w naszym społeczeństwie. Rosja bezwzględnie je wykorzystuje. Czy można się temu przeciwstawić?

Rosja opanowała po mistrzowsku zarządzanie nastrojami w społeczeństwach, które chce wykorzystać. Niedawno dołączyliśmy do „idź POD PRĄD” film Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka „New Poland”, który pokazuje te manipulacje na społeczeństwach Zachodu. W grze uczestniczą politycy, dziennikarze, duchowni, profesorowie, artyści itd. Jedni są opłacanymi agentami, inni naiwnymi pionkami wykorzystywanymi bezwiednie do rosyjskich celów. Na określenie tych ostatnich ukuto nazwę „pożyteczny idiota”.

Po odpowiednio długiej obróbce mentalnej całe społeczeństwa stają się zbiorowością pożytecznych idiotów. Coś takiego stało się właśnie z Polakami. Elity nam wybito lub przewerbowano, a wśród prostego ludu dominuje tchórzliwa mentalność pańszczyźniana. Jednostki ambitniejsze skutecznie zniechęcono do zajmowania się rzeczami wspólnymi lub zachęcono do emigracji. Z Polski wyemigrowało w latach 80. około miliona niewygodnych, a po ’89 kolejne 2-3 miliony. Emigracji wewnętrznej nikt nie oszacował, ale malejąca frekwencja wyborcza uzasadnia tezę, że jest to całkiem znaczna grupa wartościowych osób.

Tak skarlałe społeczeństwo będzie łatwo przyjmowało mit o dziejowej konieczności kłaniania się w pas Rosji czy innej zagranicy. Chłop pańszczyźniany w poddańczej postawie oczekuje łaski Pana. Nie chce go drażnić ani urazić – tylko uległością może coś wskórać. Po katastrofie nad Smoleńskiem Tusk bez żenady prezentował taką postawę wobec Rosji, będąc pewnym, że większość to zrozumie, a nawet pochwali. Gdy MAK dał nam w pysk, Tusk udał, że nic się nie stało, a społeczeństwo nie wydało z siebie żadnego znaczącego głosu protestu. Nikt poważny się tego zresztą po nas nie spodziewał.

To, że na Rosji postawa uległości nie robi najmniejszego pozytywnego wrażenia, to rzecz oczywista i wielu już o tym pisało. Rosja nie ma w zwyczaju dbać o swoich niewolników. Pogardza nimi i bezwzględnie wykorzystuje. Te zastępy wyborców Tuska i Komorowskiego będą niedługo jęczeć pod bezwzględnym ekonomicznym butem Gazpromu i nikt się tym nawet nie przejmie (niestety, podobny los spotka także nas). Co gorsza, nawet wtedy wykształciuchów nie będzie stać na przyznanie się do błędu, a wszystkiemu dalej winny będzie znienawidzony Kaczor.

Jest jednak jeszcze głębszy powód lansowania postawy służebnej wobec Rosji. Warto zauważyć, że choć ten proces przebiega nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, to ma swoje okresy większego nasilenia. Przykładowo w sierpniu ’80 zaangażowano nawet kościół do gaszenia radykalnych nastrojów robotników. Tłumaczono nam, że protest tak, ale pewnych granic przekraczać nie wolno, bo „ruscy wkroczą”. Po latach wiemy, że takiej opcji nie było. Podobnie w 1989 r. michnikowszczyzna wmawiała nam mit historycznego kompromisu, podczas gdy komuna musiała wtedy oddać władzę i można było ją posłać na cmentarz historii. Ten schemat się powtarza. Rosja eskaluje strach przed swoją potęgą i możliwościami w okresach dla siebie newralgicznych. To właśnie wtedy moglibyśmy zadać jej bolesny cios, ale paraliżuje nas strach i „rozsądek’ skutecznie suflowany przez agentów wpływu. (Analogicznie, nawoływanie do ataków na Rosję w chwili jej siły, a naszej słabości, pochodzić może od tych samych środowisk.)

Doskonałym przykładem tej gry jest okres po 10 kwietnia 2010 r. Kilka dni, najwyżej tygodni po katastrofie to był czas na właściwą reakcję opozycji i narodu. Nie muszę chyba dodawać, że czas zmarnowany. Poruszenie narodu zostało spłycone do samej tylko żałoby, a otoczenie Jarosława Kaczyńskiego, które wtedy miało decydujący wpływ na kurs PiS-u, doprowadziło do rezygnacji z „kwestii smoleńskiej” zarówno przed, jak i w trakcie kampanii prezydenckiej. Co ciekawe, stało się to niejako na życzenie strony rosyjskiej, która przestrzegała PiS przed „graniem tragedią smoleńską”, a wtórowała jej agentura w mediach i duchowieństwie. Dzięki temu nie poszedł w świat jasny sygnał o rosyjskiej winie, nie wywarto skutecznej presji na dymisje w polskim rządzie, a wybory wygrał Komorowski. Gdy po paru miesiącach PiS wróciło na właściwe tory, było już za późno. Rosyjska agentura w Polsce okrzyknęła to seansami nienawiści, oszołomstwem, faszyzmem i zagrożeniem dla demokracji. Społeczeństwo ponownie pogrążyło się w letargu i zgodnie ze swą tchórzliwą naturą do dziś dystansuje się od działań patriotów.

Kolejnym wrażliwym dla Rosji momentem są zbliżające się u nas wybory. Zarówno sytuacja geopolityczna, jak i przygotowanie PiS do konfrontacji z układem zmieniły się na naszą korzyść. Wielokrotnie pisałem, że zgodnie z ubiegłoroczną zapowiedzią amerykańskiego neokonserwatysty Roberta Kagana (Demokracja wydaje się lepszą niż autorytaryzm odpowiedzią na wiele światowych wyzwań, podobnie jak amerykańskie przywództwo to lepsza opcja niż dogadywanie się z autorytarnymi potęgami. Przygotujcie się na Drugą Fazę. „YANKEE COME HOME?”, iPP, październik 2010), Stany Zjednoczone wkroczyły w nową fazę porządkowania sytuacji na świecie (H. Clinton wymieniła jako cele tej polityki Chiny, Rosję i Egipt). Mamy już poważne zmiany na Bliskim Wschodzie, wzrasta napięcie na granicy chińskiej (Indie, Pakistan, Wietnam), a teraz kolej na Rosję i jej strefę aspiracji. Już wyłamały się Węgry, które podjęły walkę na głównym polu konfliktu z kondominium rosyjsko-niemieckim, czyli w sektorze energetycznym: „węgierski państwowy koncern energetyczny MVM stara się odzyskać kontrolę nad spółkami zajmującymi się przesyłem i magazynowaniem gazu na Węgrzech. Spółki te są dziś w posiadaniu niemieckiego koncernu E.ON” Niezależna.pl. Teraz czas na nas!

W związku z tym nie możemy ulec propagandzie niedrażnienia Rosji, by uzyskać przywileje ekonomiczne (a tak zapewne będziemy podchodzeni). Fakty przeczą tej tezie – pomimo postawy wasalnej mamy najwyższe ceny rosyjskiego gazu, a zakaz importu warzyw z Polski obowiązywał dużo dłużej niż wobec innych państw. Przykładem odwagi niech będą ku zachęcie dla nas Gruzini. Nie dość, że nie pozwolili się Moskalom zastraszyć, to jeszcze dali im zbrojny odpór! Pomimo rosyjskich działań agenturalnych i embarga gospodarka Gruzji rozwija się w tempie ponad 6%!

Musimy pozostać głusi na wezwania „życzliwych” nam autorytetów, by nie podnosić w najbliższej kampanii wyborczej kwestii Smoleńska. Rok temu popełniliśmy ten błąd. Po zwycięstwie układ ruszył do bezpardonowej rozprawy z patriotami, co przypłaciliśmy ogromną demoralizacją społeczeństwa (lansowanie biłgorajskiego członka z ramienia Platformy), zapaścią gospodarczą i uzależnieniem energetycznym, a niektórzy z nas zapłacili za to życiem. Gdy teraz ponownie damy się ograć, cena będzie jeszcze wyższa…

Magazyn iPP nr 85, sierpień 2011