Samo zaklinanie rzeczywistości, że Polak to katolik, że odnowa narodu „tylko pod krzyżem”, przynosi odwrotny skutek. Dotychczasowe podejście zawiodło.

Zacznę od komentarza pewnej mieszkanki Śląska Cieszyńskiego na moim blogu na portalu Niezalezna.pl:

Protestanci masowo głosują na PO, kiedyś głosowali na lewicę, a dowodem tego, że wartościami chrześcijańskimi nie przejmują się zbytnio, jest to, że zaczyna się im podobać Palikot. Np. w Wiśle RP zdobył 10,18% głosów, PO – 70,27%, PiS – 8,54%. Ale to wszystko nic, bo w Cisownicy (gmina Goleszów) RP zdobył – UWAGA – 17,79% głosów, PO – 60,24%, PiS – 6,58%. Informacja dla niezorientowanych – Cisownica to miejscowość zamieszkała prawie w 100% przez ewangelików. O ile mogę zrozumieć, że nie podobają im się katolicy i zrozumiem, że dali się nabrać na politykę miłości PO, to nie jestem w stanie pojąć, jak chrześcijanin może oddawać głos na człowieka, który chce wprowadzić w życie zwyczaje panujące w Sodomie i Gomorze. Ja rozumiem, że buntują się przeciwko katolikom, ale nie rozumiem zupełnie, dlaczego nie przejmują się tym, przed czym przestrzega Bóg w Biblii.

Odpowiedź na pytanie: kto odpowiada za duchowy upadek mieszkańców tej miejscowości (czy szerzej Śląska Cieszyńskiego), nie nastręcza trudności. Odpowiedzialność spada na duchowych pasterzy tych ludzi, na duchownych luterańskich.

W skali całej Polski wyniki wyborów były mniej dramatyczne, ale i one jasno wskazują na duchowy stan, w jakim znajdują się Polacy. To, że tylko 15% Polaków (50% pozostała w domach) stanęło przy Polsce i tradycyjnych wartościach, jest dowodem upadku świadomości narodowej oraz życia duchowego.

Zmiana tego stanu rzeczy wymaga w pierwszej kolejności jasnego określenia jego przyczyn. Stan ducha narodu kształtuje religia. W przypadku Polski mamy trzy obszary geograficzne o różnym kolorycie denominacyjnym. Śląsk Cieszyński to dominacja luteran, obszar Puszczy Białowieskiej to większość prawosławna, a cała reszta to domena katolicyzmu. Upadek luteran już przedstawiłem, a zamiłowanie prawosławnych do lewicy jest powszechnie znane (wyniki dla gminy Hajnówka: SLD – 42,77%, PO – 26,76%, RP -15,03%, PiS – 4,56%). Nie mamy wątpliwości, że taki stan rzeczy to duchowa porażka pasterzy tych społeczności. Najistotniejszym jednak czynnikiem kształtującym stan narodu polskiego jest świadomość i poziom duchowy katolików. Jeśli za upadek społeczności polskich luteran i prawosławnych obarczamy odpowiedzialnością tamtejszych pastorów i batiuszków, to trzeba uznać winę polskich księży za upadek katolików. Oczywiście jest to ocena ogólna, która nie przekreśla istnienia bogobojnych i mądrych księży, pastorów czy batiuszków. Jednakże jako całość te denominacje poniosły w ostatnich dwudziestu latach spektakularną porażkę w walce o dusze Polaków.

Jeśli więc Polacy mają ozdrowieć czy – jak to się często mówi – „przebudzić się”, nasza elita patriotyczna musi znaleźć remedium na tę duchową zapaść. Samo zaklinanie rzeczywistości, że Polak to katolik, że odnowa narodu „tylko pod krzyżem”, przynosi odwrotny skutek. Dotychczasowe podejście zawiodło. Tradycyjne duszpasterstwo wyprodukowało w większości ludzi obojętnych czy wręcz wrogich wartościom duchowym. Polskę czeka więc szybka laicyzacja w najgorszym wydaniu. Jedynym ratunkiem jest odkrycie nowego sposobu dotarcia do serc szczególnie młodych Polaków z przesłaniem duchowym. Każde pokolenie niesie ze sobą nowe wyzwania w tej dziedzinie. Ostatnie dwadzieścia lat to lata stracone wszystkich głównych polskich wyznań, które nie potrafiły zatrzymać negatywnych trendów. Duchowieństwo zawiodło i dotychczas nie słychać, by uznało swoją winę. Bez tego nie można spodziewać się po nim jakiejkolwiek autentycznej poprawy.

Stawiam tezę, że odnowa, jeśli się pojawi, wyjdzie spośród zwykłych (tzw. świeckich) ludzi. Dziś znaczna ich część lepiej niż duchowni rozumie patriotyzm, prezentuje wyższy poziom moralny i szczerze szuka duchowej autentyczności. Już nieraz w historii Bóg wymieniał gnuśnych i zwodniczych pasterzy na „nowy zaciąg”. Oby takie błogosławieństwo spłynęło niebawem na Polskę!

Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. Najemnik, który nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc wilka nadchodzącego, porzuca owce i ucieka, a wilk porywa je i rozprasza, ponieważ jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Jan. 10:11-13

***

Cytaty :

Prymas Glemp przystąpił do dyscyplinowania księży natychmiast po śmierci księdza Jerzego – „Do wszystkich rządców parafii oraz rektorów kościołów w archidiecezji warszawskiej:

W ostatnim czasie do władzy Kościelnej napływają skargi, a nawet oburzenia wiernych, że niektórzy księża dają się ponieść uczuciom światowym i zamiast głoszenia prawd Bożych, wdają się w polemiki nieteologiczne, niemające także nic wspólnego z prawdziwym patriotyzmem. Te uwagi, potwierdzone przez bardzo poważnych katolików, wywołują zgorszenie wiernych. Odnoszą się one szczególnie do wystąpień ks. mgr. Stanisława Małkowskiego – kapłana archidiecezji warszawskiej. Kapłan ten wielokrotnie został ostrzeżony i dn. 15 listopada br. przez Biskupa Pomocniczego upomniany, mimo to dawał się potem ponieść emocjom, a głoszone przez niego słowo było obce duchowi Ewangelii. Biorąc to pod uwagę, polecam wszystkim Rządcom kościołów i kaplic, aby nie dopuszczali księdza Stanisława Małkowskiego do głoszenia słowa Bożego u siebie. Ksiądz Małkowski może sprawować święte czynności na Wólce Węglowej, gdzie jest miejsce jego kapłańskiej pracy.” 24.11.1984 r.

Ks. Małkowski był świadomy swojego położenia i zagrożenia, jakie wywołał dekret kard. Glempa. W liście skierowanym do prymasa z dn. 16.01.1985 roku pisał: „Wobec zagrożenia mojego życia ze strony władzy świeckiej i zagrożenia mojej dobrej opinii ze strony władzy kościelnej, proszę Księdza Prymasa o znak solidarności wobec mnie. Wydany dekret Eminencji wobec mojej osoby może być poczytany przez przedstawicieli władz państwowych za rodzaj zachęty do represjonowania mnie z powodu przekonań. Dlatego proszę o uchylenie dekretu (…), który stawia mnie w sytuacji opresji ze strony obu władz, w sytuacji podobnej do tej, w jakiej przed śmiercią znajdował się mój przyjaciel ksiądz Jerzy Popiełuszko”. Niestety „znaku solidarności” ksiądz Małkowski się nie doczekał. W udzielonej mu odpowiedzi możemy przeczytać, że „pismo Eminencji miało właśnie na celu ochronę wielebnego księdza”. Po latach ks. Małkowski wspominał, że tylko dwie osoby:     J. Urban i J. Kuroń – stawiały mu wówczas zarzuty podobne do tych zawartych w dekrecie prymasa.Aleksander Ścios, s. 24

***

Wielu naszych rodaków pogubiło się w poszukiwaniach właściwego kształtu życia osobistego, rodzinnego i społecznego, nie odróżniając dobra od zła.”kard. Stanisław Dziwisz podczas mszy kończącej 356. zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski, 16.10.2011. -„Miałeś chamie złoty róg!” – red.

***

Czy większą winę ponosi ów Kowalski ze swoim grzechem zaniechania, czy wspomniani wyżej specjaliści od mącenia ludziom w głowach?” Delilah

Winę ponosi ów Kowalski i proszę nie szukać sztucznych argumentów. Media kłamią – o tym wiedział w PRL-u każdy, nawet ten “tyrający na dwóch etatach, aby utrzymać rodzinę”. Wiedział, że komunizm jest zbrodniczy, a popieranie partyjnych młotów to hańba i wstyd. Wiedział, bo miał jasne kryteria dobra i zła i potrafił odróżnić prawdę od fałszu. Pytanie raczej brzmi:dlaczego tę zdolność Polacy zatracili?   Aleksander Ścios, s. 24

Pastor Paweł Chojecki,

Magazyn iPP nr 87, październik 2011