Katyńskie ludobójstwo symbolizuje straszny koniec II RP. III RP skończyła się śmiercią Prezydenta i polskiej elity w Smoleńsku. Pojawiło się nawet określenie „przeklęta ziemia smoleńska”. Jeśli już odczytujemy to miejsce w kategoriach przekleństwa, warto zapytać, z czym jest ono związane.

Państwo polskie weszło w fazę swej świetności za czasów Kazimierza Wielkiego. To on rozpoczął ekspansję Polski na wschód, którą z sukcesem kontynuowali następni królowie. Gdyby połączyć Warszawę z Moskwą linią prostą, to najdalszym miastem należącym do Rzeczypospolitej jest na niej właśnie Smoleńsk. To on stał się kresem wspaniałej drogi sukcesów polskiej polityki i oręża. Trwała ona ponad 250 lat – ćwierć tysiąclecia! To okres rozwoju i mądrego przywództwa skupionego na interesie narodowym (precyzyjniej – królestwa), które potrafiło zręcznie wykorzystywać dla dobra Polski nasz potencjał, unikatowe cechy (tolerancję, wielokulturowość, wolność szlachecką) oraz sojusze i konflikty zagraniczne. Najpiękniejszym chyba przykładem takiej polityki była bitwa pod Grunwaldem. Wbrew „chrześcijańskiej Europie”, która walnie poparła Krzyżaków, Jagiełło sprzymierzył się ze wszystkimi wrogami Zakonu – niezależnie od tego, jakiej byli religii czy narodowości. Nie dał się zmanipulować, by stawiać wyżej interes papiestwa nad interes swojej korony. Smoleńsk jest symbolem czegoś zgoła przeciwnego.

Przez dwieście pięćdziesiąt lat żmudnej i mądrej polityki doszliśmy do Smoleńska i tam otworzyła się przed nami brama do opanowania Moskwy. Sami jej przedstawiciele przybyli w roku 1610 pod Smoleńsk, by zawrzeć z nami układ o oddaniu tronu carskiego królewiczowi Władysławowi Wazie w zamian za zagwarantowanie wolności wyznawania prawosławia. Kilka tygodni później hetman Stanisław Żółkiewski podpisał podobny układ z bojarami w Moskwie. W tym jednak momencie naszych dziejów doszło do sprzeniewierzenia się dotychczasowej linii naszej polityki zagranicznej, która stawiała na pierwszym miejscu interes państwowy. Nasz arcykatolicki władca Zygmunt III Waza pokierował się radą jezuickiego wysłannika papieża i nie zaakceptował układu z bojarami. Przepędzono nas z Moskwy, a na tron wstąpił pierwszy z Romanowów…

Smoleńsk stał się więc symbolem kresu naszego rozwoju i symbolem naszej głupoty politycznej. Zamiast poszerzyć niespotykaną w historii Europy strefę wolności religijnej i tolerancji, zamiast budować Rzeczpospolitą otwartą na inne narody i kultury, która gwarantowałaby pokojowe współistnienie na swoim terytorium różnych religii, kultur i narodów, Zygmunt III Waza wybrał krzewienie katolicyzmu. Smoleńsk był zresztą tylko zewnętrznym symbolem tej zgubnej polityki – Złoty Wiek się zakończył, a Waza sprowadził na nas czarne chmury kontrreformacji.

Warto właśnie pod tym kątem spojrzeć na symboliczną rolę Smoleńska w naszych dziejach. I Rzeczpospolita zakończyła swoją ekspansję na Smoleńsku, symbolem upadku II RP stał się podsmoleński Katyń, a III RP rozbiła się koło smoleńskiego lotniska. Może więc dalej ciąży nad nami błąd Zygmunta III Wazy? Może kolejne próby odbudowy naszej państwowości nie nawiązują do tych tradycji, które doprowadziły nas do Złotego Wieku, a dalej tkwią w błędach zapoczątkowanych przez Wazę? Warto na poważnie zadać sobie pytanie, na czym tak naprawdę polegała ta wspaniała „polityka jagiellońska” – nie tylko w aspekcie zagranicznym, ale i wewnętrznym.