Blogi chrześcijańskie
DLACZEGO BÓG DOPUSZCZA BÓL PO STRACIE BLISKICH? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Paweł Chojecki   
Poniedziałek, 29 Lipiec 2013 11:41
Płacząca kobietaWszystkie nasze nieszczęścia i cierpienia to konsekwencja buntu pierwszych Rodziców. To wiemy. Ale przecież Jezus przyszedł na ziemię, by umrzeć za nasze grzechy – zapłacić całkowicie, w pełni należną każdemu z nas osobiście karę. Jeśli więc rozpoznamy ofertę Jezusa i zawołamy do Niego jak łotr ukrzyżowany po prawicy (Łuk. 23:42-43), jesteśmy uratowani, czyli zbawieni. Czyż w takiej sytuacji nie powinniśmy już więcej nie cierpieć? Przecież Jezus wziął na siebie przyczynę naszych cierpień!

Po świecie ciągle krążą duchowi oszuści obiecujący ludziom życie bez cierpienia. Można ich znaleźć nawet w łonie chrześcijaństwa – „uwierz w Jezusa, a będziesz zdrowy, bogaty i szczęśliwy”. Bóg jednak uznał, że cierpienie jest nam potrzebne. Nawet ludzie już uratowani przez Jezusa cierpią. Przykładem jest ap. Paweł:

Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści uderzeń bez jednego, trzy razy byłem chłostany, raz ukamienowany, trzy razy rozbił się ze mną okręt, dzień i noc spędziłem w głębinie morskiej. Byłem często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W trudzie i znoju, często w niedosypianiu, w głodzie i pragnieniu, często w postach, w zimie i nagości. Pomijając te sprawy zewnętrzne, pozostaje codzienne nachodzenie mnie, troska o wszystkie zbory. Jeśli kto słabnie, czy i ja nie słabnę? Jeśli kto się potknie, czy i ja nie płonę?                             2 Kor. 11:24-29


Dlaczego więc Bóg pozostawił dla nas cierpienie? Szczególnie skupię się na cierpieniu po stracie ukochanych. Ten ból nie ominął nawet samego Jezusa, gdy był na ziemi (pełny pełny opis - Jan. 11:1-45):
 
"Halo, tu Hania" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Anna Kopeć   
Środa, 06 Październik 2010 00:00
czyli jak podawać ideologiczną papkę dziecku
czyli trucizna dla duszy w pluszowym opakowaniu


Jakiś czas temu zasiadłam z moimi dziećmi do oglądania wieczorynki. Już w trakcie czołówki zauważyłam, że bajka zapowiada się bardzo „ciekawie”, choć na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem przyjemna – mili i zabawni bohaterowie i wpadająca w ucho piosenka. W miarę oglądania film wydawał się coraz bardziej godny uwagi. Pozwolę sobie na streszczenie fabuły.
 
GŁUPI NA WŁASNE ŻYCZENIE PDF Drukuj Email
Wpisany przez Paweł Chojecki   
Poniedziałek, 17 Czerwiec 2013 01:24
Tocząc dalszą polemikę na temat protestantyzmu i katolicyzmu z blogerem Tomaszem Nowickim, usłyszałem takie oto szczere wyznanie:

„Problem powyższy detalicznie rozważali mądrzejsi od nas. Dlatego nie ośmieszajmy się powtarzaniem go w mało doskonały sposób.”

Chodziło o prostą kwestię zbawienia człowieka – jak możemy w oczach Boga zostać uznani za sprawiedliwych. Pan Tomasz przyznał otwarcie to, w co wierzy większość zwykłych katolików. Uważają oni sami siebie za niekompetentnych, by roztrząsać sprawy wiary. Na tym znają się hierarchowie czy profesorowie teologii i oni za nas te kwestie rozstrzygnęli. My mamy ich tylko pokornie słuchać. Ta bierność i kapitulanctwo intelektualne jest też na rękę księżom – nie muszą specjalnie wysilać się intelektualnie przy „pasterzowaniu”.

Warto jednak zastanowić się nad skutkami takiej intelektualnej kapitulacji katolików. Oczywistym, łatwo obserwowanym skutkiem takiego podejścia jest zaskakująco niski poziom wiedzy o Bogu wśród przeciętnych wierzących, brak dyskusji o Bogu, a nawet wspominania Go poza murami kościołów. Bóg i Biblia przechodzą do sfery sacrum niedostępnej dla zwykłych śmiertelników. W rzeczywistości mówienie o katolikach „wierzący” jest pewnym nadużyciem. Większość z nich tylko kulturowo utożsamia się z Bogiem, a w rzeczywistości są niewierzący.

Skutek społeczny przekonania o własnej niekompetencji w sprawach wiary jest również tragiczny. Jeśli człowiek nie potrafi samodzielnie zdecydować o swoim zbawieniu ani nawet intelektualnie ocenić poglądów w tej sprawie, to jak może wierzyć, że poradzi sobie z innymi kwestiami? Jeśli w tak osobistej sprawie skazany jest na zastępstwo księży, to z większą łatwością przyjmie ‘zwierzchnictwo’ nad sobą urzędnika czy każdego, kto głośniej na niego krzyknie. To właśnie dlatego Polacy są tak bierni pomimo ogromnego wyzysku i niesprawiedliwości, jakim podlegają. Zamiast walczyć o własne państwo, masowo emigrują. Nie wierzą, że mogą zbudować we własnym kraju porządek, jaki mają Niemcy, Anglicy czy Szwajcarzy.

Wystarczy tę mentalność (nazywam ją mentalnością szarańczy – „wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach” 4 Mojż. 13:33) porównać z myśleniem tradycyjnych Amerykanów. Ludzie ci wyrośli w świadomości, że sami mogą zdecydować o swoim zbawieniu. Mogą rozpoznać intelektualnie przesłanie Biblii i osobiście odpowiedzieć na wezwanie Jezusa. Nie da się przecenić tej wiadomości – jeśli sam Bóg osobiście chce się ze mną porozumieć, skierował bezpośrednio do mnie swoją ofertę, która ma wieczne skutki, to muszę być kimś wyjątkowym! Jeśli mam osobisty i stały kontakt ze Stwórcą, bez żadnych pośredników czy rytuałów, to kto lub co może mnie w życiu przerosnąć? Tego rodzaju myślenie rodzi bardzo poważne skutki mentalne w całej społeczności. Nawet Polacy przybywający do USA, choć nadal chodzili do katolickich kościołów, „zarażali się” od Amerykanów wyrosłą z Biblii wiarą w siebie. Zauważył to pięknie Ignacy Paderewski, odwiedzając chicagowską Polonię w 1926 roku:

idź Pod Prąd numer 106 - ile czasu nam zostalo
 
Złoty róg PDF Drukuj Email
Wpisany przez Anna Kopeć   
Wtorek, 07 Wrzesień 2010 11:26
My, Polacy, mamy pewną cechę narodową, którą chyba można by jakoś nazwać, a która objawia się marnowaniem okazji.
 
Scenariusze uratowania komunizmu w Polsce PDF Drukuj Email
Wpisany przez Paweł Chojecki   
Czwartek, 06 Czerwiec 2013 16:13
Banda Trzymająca Władzę w Polsce (o komunistycznym rodowodzie, metodach i celach) ma wbrew radości „naszych” kilka prostych scenariuszy, by utrzymać się u steru.

Usłużne media stymulują środowiska patriotyczne  sensacyjnymi sondażami wieszczącymi pewne już zwycięstwo PiS-u w najbliższych wyborach (warto przypomnieć sobie, że podobne wizje pojawiały się w przeszłości już kilkakrotnie – zawsze z tym samym zakończeniem). „Nasze” media podgrzewają atmosferę i lansują Jarosława Gowina jako nową nadzieję - wraz z posłem Johnem Abrahamem Godsonem „ochrzczą” Platformę Obywatelską, a przynajmniej wyprowadzą z niej ludzi „prawych”. Przemysław Wipler już szykuje dla nich miejsce w PiS-ie. Zwycięstwo mamy więc pewne – albo Gowin z Abrahamem przejdą do nas i PiS bez wyborów osiągnie większość parlamentarną, a jak nie, to zrobimy wybory przyspieszone i wygramy niczym Orban u bratanków!

Podejrzewam, że kiszczako-jaruzele śmieją się z nas do rozpuku, popijając dobrą whisky i paląc te swoje grube cygara.

Warto na sprawę spojrzeć trzeźwo – gdy w grę wchodzą miliardy dolarów, gdy w puli ryzyka są wysokie wyroki za zbrodnie PRL, III RP i przede wszystkim za Smoleńsk, gdy w naszym kraju krzyżują się geopolityczne interesy potęg współczesnego świata – czy możliwe jest tak łatwe zwycięstwo? Czy naprawdę chcemy wierzyć, że wystarczy „przeciągnąć” Gowina czy liderować w sondażach przy nieudolnym Tusku, by wygrać tę całą pulę??? Taką wiarę może mieć tylko polityczny ignorant – oszczędzę sobie dalszych epitetów…

Panowie z Bandy Trzymającej Władzę z pewnością prowadzą z narodem, a raczej z ogłupionym społeczeństwem tubylczym (bo do kategorii narodu współczesnemu „polactwu” jest jeszcze daleko), grę z wieloma możliwymi wariantami. Już na pierwszy rzut oka widać parę prostych sposobów puszczenia „pary w gwizdek” - uczynienia wielu zmian, by wszystko pozostało po staremu...
Idź Pod Prąd numer 106
 


JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL

Nasi Blogerzy

Paweł Chojecki - pastor Kościoła Nowego Przymierza. Redaktor Naczelny miesięcznika "idź Pod Prąd".

Anna Kopeć - Matka trojga dzieci. Edukuje domowo. Założycielka Stowarzyszenia Obrony Rodziców.

Aktualnie Online

Naszą witrynę przegląda teraz 109 gości