Pouczając bardzo „uduchowionych” chrześcijan w Koryncie, apostoł Paweł napisał:
Cóż tedy? Będę się modlił duchem, będę się modlił i rozumem (1 Kor 14:15)

Jednym z głównych problemów tych niedojrzałych (1 Kor 3:1) chrześcijan było kierowanie się w poważnych wyborach moralnych odruchami serca czy głosu wewnętrznego pozostającymi w wyraźnym konflikcie z wolą Boga i zdrowym rozsądkiem (np. 1 Kor 5:1-2).
Podobny problem zaobserwował Jezus u współczesnych Mu Żydów: Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie. (Jan 7:24)

Niestety w dzisiejszych czasach problem sentymentalizmu chrześcijan stał się jeszcze bardziej palący. Zamiast nie być już dziećmi miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu (Ef 4:14), współcześni chrześcijanie wysuwają się na czoło ofiar własnej naiwności. Wystarczy, że jakiś sprytny, a plugawy „wielki autorytet” szepnie im słówko, że np. „wszyscy wierzymy w tego samego Boga”, a już gotowi są modlić się razem z żydami i muzułmanami (a nawet animistami!), zapominając, że nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni (Dz 4:12). W niniejszym zestawieniu nie zajmę się jednak sprawami fundamentalnymi dla chrześcijaństwa (poświęcam temu odrębne artykuły), ale wykażę, jak sentymenty i porywy serca oderwane od rozumu i wnikliwej obserwacji zjawisk prowadzą chrześcijan na bezdroża błędu i negowanie Biblii w sprawach społecznych.

HOMOSEKSUALIZM
Litowanie się nad pokrzywdzonymi czy prześladowanymi jest naturalnym odruchem naszego serca. Wiedzą o tym dobrze spece od socjomanipulacji mający na celu zniszczenie naszej cywilizacji rękami (a raczej, jak to w demokracji, głosami) naiwnych ludzi działających „w dobrej wierze”. We wstępnej fazie tumanienia narodów lobby postępowe nie zdradza swoich dalekosiężnych celów. (Możemy je obserwować w społeczeństwach już otumanionych „postępem”. Kiedyś chrześcijańska Szwecja jest tego najlepszym przykładem.) Nie eksponuje też zbyt nachalnie wyuzdania i prawdziwej natury zboczeńców, jak to ma miejsce w zlaicyzowanych społeczeństwach (np. Niemcy). U nas homoseksualiści, zanim zaprezentują na ulicznych paradach obleśną goliznę, będą stroić się w szatki ofiar prześladowanych przez faszystów i ksenofobów. Niestety, wśród środowisk narodowych znajdują się pożyteczni idioci czy prowokatorzy, którzy stanowią wręcz wymarzone tło dla odgrywanego przez zboczeńców teatru. Okrzykami: „zrobimy z wami, co Hitler z Żydami” ludzie ci wyświadczają ogromną przysługę lobby homoseksualnemu. Odpowiednio nastawieni dziennikarze tylko czyhają na takie awantury, by trąbić na całą Polskę (i świat…), jacy to biedni i prześladowani są geje i lesbijki.

Dobroduszny, ale bezmyślny człek zaraz w sercu ulituje się nad strasznym losem tej mniejszości i będzie już odpowiednio rozmiękczony, by przyzwalać (a przynajmniej nie protestować) na kolejne przywileje „wyrównujące szanse” biednych „innych”. Cynizm postępowców sięgnął szczytu, gdy w Poznaniu wystąpili nie tylko w obronie zboczeńców, ale i niepełnosprawnych. W ten sposób chcą sprytnie wrzucić do jednego worka problemy rzeczywiście biednych ludzi, którzy w większości nie są winni swego stanu fizycznego, i perwersyjnych lubieżników, którzy z pewnej części ciała robią problem międzynarodowy!

Czy chrześcijanie dadzą się nabrać na ten cyrk miłosierdzia? Czy zapomną lekcje z historii upadków cywilizacji, które uległy zniewieścieniu (co oznacza zboczeniu – duża część mężczyzn zaczęła mentalnie i fizycznie udawać kobiety)? Czy wreszcie porzucą nauki Testamentu Jezusa mówiące jasno o przyczynach i ocenie moralnej pożądania przeciwnego naturze? (Rzym 1,18-32; 1 Kor 6,9-11)

Ze zgrozą trzeba powiedzieć, że tak! Dzisiaj już tylko nieliczne, wierne Biblii kościoły jasno potępiają zboczenia seksualne, a w innych dochodzi na tym tle do sporów i rozłamów. Wielkie denominacje, już tylko z nazwy chrześcijańskie, wolą nie ryzykować konfliktu ze światem… Jeśli nawet jakiś duchowny zgodnie ze Słowem Jezusa nazwie homoseksualizm „rakiem toczącym zdrową tkankę społeczną” i pójdzie za to do więzienia, nie upomną się o niego. Ale niech ktoś ruszy ich dotacje z państwowej kasy, no to już grzech wołający o pomstę do nieba! Wtedy gotowi są nawet wzywać swych wiernych do obywatelskiego nieposłuszeństwa.

KARA ŚMIERCI

To drugi jakże wymowny i smutny przykład postępującego zwodzenia wierzących ckliwą litością i pseudoargumentami. Dzisiejsza propaganda nie koncentruje się na losie ofiar bandziorów, ale rozdziera szaty nad zbyt małym metrażem przypadającym na więźnia, brakiem biblioteki, świetlicy itp. Podczas gdy dla wygody rodziców (tfu!) żywcem ćwiartuje się ich nienarodzone pociechy, jednocześnie broni się prawa do życia tych, którzy je umyślnie zabrali innemu człowiekowi!

I znów chrześcijanie są tu w awangardzie! I znów lekceważą wolę swego Stwórcy (1 Mojż 9,5-6).

KARY CIELESNE
Lanie w domu i chłosta w wyniku wyroku sądu były od zarania dziejów instrumentem edukacji krnąbrnych. Wymuszano w ten sposób szacunek i posłuszeństwo wobec rodziców, nauczycieli i władzy państwowej. Z niewiadomych dokładnie przyczyn (co jest lepsze dla początkującego chuligana i społeczeństwa: kara chłosty czy poprawczak?) uważa się obecnie te formy kary za nieludzkie.

Oczywiście istnieje ogromna przepaść pomiędzy karą chłosty pod publicznym pręgierzem a laniem sprawionym karcącą rózgą kochającego ojca (Przyp 13,24 i 22,15; Hebr 12,6). I tu jednak przeróżne Jarugi-Nowackie już knują intrygę, by zadać kolejny cios zdrowej rodzinie.

Chrześcijanie i na tym polu rejterują w bezładzie niepewności i pseudonaukowych psychologicznych frazesów. Dziś trudno już znaleźć porządną chrześcijańską książkę przedstawiającą biblijne rady dla rodziców o karceniu fizycznym swych pociech, a termin „bicie dzieci” jest coraz powszechniej używany do opisania tego aktu rodzicielskiej miłości…

OBOWIĄZEK SZKOLNY

Daliśmy sobie wmówić, że państwo lepiej od nas zajmie się edukacją naszych dzieci. Efekt jest taki, że połowa zdających na studia musi brać prywatne korepetycje, ok. 20% młodzieży to praktyczni analfabeci, a państwowa szkoła to obok więzienia i poprawczaka najlepsze miejsce do demoralizacji młodego pokolenia…

Postępowcy nie powiedzą tego głośno, ale oprócz rozluźnienia obyczajowego ich celem jest ideologiczne urabianie młodego pokolenia i oduczanie go samodzielnego myślenia na rzecz zachowań stadnych (dostosowywania się do opinii większości). Z taką bezmyślną masą można śmiało patrzeć w przyszłość „nowego wspaniałego świata”.

Chrześcijanie zapomnieli, że to im Bóg dał w darze dzieci (Ps 127,3) i złożył na nich odpowiedzialność za ich ukształtowanie ku dorosłości (Przyp 22,6). Jednym z jaskrawszych przykładów urabiania ideologicznego w szkole jest wmuszana dzieciom na lekcjach z kilku(!) przedmiotów radosna teoria o pochodzeniu od małpy, a wcześniej „z niczego”. Jeśli świat sam się stworzył i ukształtował, to Biblia kłamie.

Jak wielu z nas poświęciło czas i uwagę, by zneutralizować jad sączony tą drogą naszym dzieciom?
Ilu z nas dopuszcza w głowie myśl, że publiczna szkoła jest w ostatecznym rozrachunku szkodliwa? Jak wielu czynnie z nią walczy?

WŁADZA RODZICIELSKA / OPIEKA SPOŁECZNA
Kilka tygodni temu opinią publiczną wstrząsnął przypadek kidnapingu dokonanego w jednej z podkarpackich wsi. Napastnicy porwali dziecko ze szkoły i ukryli w znanym sobie miejscu pod strażą, by nie uciekło. Sprawców rozpoznano. Czy spotkała ich kara, a dziecko wróciło do rodziców? Nie. Oni chodzą na wolności w majestacie prawa jako państwowi urzędnicy i pobierają od nas wynagrodzenie za swą ofiarną służbę społeczeństwu… Od bandytów w tym wypadku różni ich nie ciężar gatunkowy krzywdy, którą wyrządzili niewinnym ludziom, ale status prawny. Dziecko dalej płacze za swoimi rodzicami, których winą była zamknięta na kłódkę furtka i donos sąsiada…

To partie lewicowe (z nazwy bądź natury) zgotowały nam ten los. To ogłupiony naród powierza im władzę – w tym także, o zgrozo, większość protestantów!

ZWALCZANIE NARKOMANII
Komu najbardziej zależy na zwalczaniu narkomanii? Odpowiedź jest prosta i przerażająca jednocześnie. Przeciętny człowiek nie może jej w pierwszej chwili zaakceptować. Do tego trzeba zburzyć mit zbudowany przez myślenie stadne. A więc do dzieła: MAFII.

Kiedy w USA rozwinęła się mafia (i działa do dziś)? W czasach, gdy wprowadzono prohibicję (zakaz produkcji i sprzedaży alkoholu). Oczywiście jego spożycie wzrosło (zakazany owoc…), ceny również poszybowały w górę i to nie ze względu na cenę produkcji, ale na ryzyko związane z tą działalnością. Zysk stał się na tyle kuszący, że przestępcy szybko zaczęli się organizować w koncerny zajmujące się produkcją i dystrybucją nowej żyły złota. Mając ogromne środki, skorumpowali środowisko organów ścigania i polityków oraz zaadoptowali brutalne metody załatwiania swoich porachunków. Pijak musiał z kolei więcej ukraść/zrabować/wyżebrać, by się napić. Wzrosła więc ilość drobnych przestępstw. Los rodzin dotkniętych alkoholizmem jeszcze się pogorszył. Wielu policjantów straciło życie czy reputację w tej walce z wiatrakami. Po kilku latach zarzucono ten szaleńczy eksperyment. Jego skutki do dziś jednak nękają społeczność Ameryki. Nie ma żadnej różnicy, jeśli chodzi o problem narkotyków. Tani towar, wysoka cena zbytu, duży popyt i zakaz prawny. Raj dla mafii…

A teraz pytanie do wierzących: kto doprowadził do uchwalenia prohibicji w USA? Pobożni, lecz głupi protestanccy purytanie, którzy chcieli narzucić swoje normy moralne całości społeczeństwa za pomocą aparatu przymusu władzy państwowej. Ich skrajna głupota polega nie na zachowywaniu niewłaściwych norm moralnych, ale na przekonaniu, że da się je wyegzekwować siłą. Jezus powiedział, że jedyną metodą na dogłębną, moralną zmianę człowieka jest duchowe nowe narodzenie i dalsze życie w mocy Jego Zastępcy na ziemi – Ducha Św. (Kol 2,20-23, Gal 5,16; Jan 14, 16-17). W Polsce nie brak przeróżnych dewotów, którzy swoje osobiste przekonania moralne chcą narzucić innym. Na czasie mamy pseudoproblem handlu w niedziele. Oby prawdziwi uczniowie Jezusa nie dawali się wciągać w tego rodzaju szkodliwe kampanie. Ich skutek będzie dokładnie odwrotny od zamierzonego…

PRZYMUS UBEZPIECZEŃ EMERYTALNYCH
„Jeśli nie wprowadzimy obowiązkowej składki na emeryturę, to ludzie nieprzewidujący nie będą mieć z czego żyć na starość” – czy to prawda? Tylko po części. Proszę spojrzeć na kraje postsowieckie i pojugosłowiańskie. Ludzie składali całe życie, a dziś dostają głodowe racje. Powie ktoś, że to sytuacje wyjątkowe. Nic podobnego, z czasem każdy taki system przymusowo-państwowy musi upaść. Dziś widmo bankructwa dociera już do Polski i Zachodniej Europy. Doraźnie łata się system podwyższaniem wieku emerytalnego, ale nie powstrzyma to nieuchronnego krachu tego systemu.

Prawdą jest to, że jeśli człowiek nie zadba o swoją starość, to będzie żył w biedzie. Ludzie więc dzielą się na przewidujących i tych mniej. Jak państwo myślą, których przybywa w systemie państwowego przymusu ubezpieczeń?

Kiedyś ludzie płodzili za młodu dzieci, poświęcali się starannemu przygotowaniu ich do życia, wiedząc, że to ich spuścizna i gwarancja na starość. Ludzie starali się też dobrze żyć ze swoimi sąsiadami, by w razie potrzeby czy zawodu ze strony dzieci mieć od nich pomoc. Teraz naszą przyszłością zajmuje się państwo. Jak to wpływa na dzietność, wychowanie młodego pokolenia i więzi społeczne?! Ale co tam, litujmy się dalej nad tym hipotetycznym biedakiem, który sam sobie nie oszczędzi na emeryturę, i niszczmy cały naród. Polska solidarna! Huraaa!!

PACYFIZM
Do dziś, pomimo istnienia dokumentów i oczywistej zbieżności interesów, wielu dobrodusznych ludzi odrzuca myśl, że za ruchami pacyfistycznymi lat 70. stały sowieckie służby specjalne. USA odniosły militarny sukces w wojnie w Indochinach, ale przegrały walkę o morale swego społeczeństwa. Dzieci-kwiaty zafundowały żałosną śmierć milionom ofiar komunistycznych reżimów Wietnamu i Kambodży. Dzisiaj ci sami ludzie kierują nas ku kolejnej utopii świata bez granic i konfliktów, z jednym światowym rządem. A chrześcijanie pogrążeni w beztroskim śnie poparli UE…

Prawda natomiast jest bardzo prozaiczna – broń atomowa zapobiegła trzeciej wojnie światowej, konkurencyjne bloki militarne chronią przed rządem światowym.

LUSTRACJA I DEKOMUNIZACJA
Najbardziej podstawowym chrześcijańskim podejściem do zła moralnego jest sprawiedliwość – nie łaska, jak się błędnie sądzi. Żeby komuś okazać łaskę, najpierw należy go sprawiedliwie osądzić. Inaczej mamy do czynienia nie z łaską, ale z lekceważeniem zbrodni. Najdobitniej pokazał to Bóg, poświęcając swego Jedynego Syna za nasze grzechy. Wcześniej jednak sprawiedliwie nas osądził: zapłatą za grzech jest śmierć (Rzym 6,23).

Brak lustracji i dekomunizacji zachwiał ten naturalny porządek rzeczy w naszym społeczeństwie. Byłych sługusów i prominentów zbrodniczego systemu komunistycznego nie osądzono, a często nawet nie ujawniono. Przeciwnie, przy cichej akceptacji duchowieństwa (które najgłośniej powinno wołać o prawdę i sprawiedliwość, gdyby nie te 15% agentów we własnych szeregach i obietnice dostępu do tortu państwowych pieniędzy) dokonało się tzw. uwłaszczenie nomenklatury – dawni aparatczycy, agenci i ubecy stanowią najliczniejszą grupę wśród polskiej elity majątkowej…

Można przyznać rację abp. Życińskiemu, że niesprawiedliwe jest karanie tajnych współpracowników SB przy bezkarności etatowych oficerów prowadzących. Ale dlaczego „biskup-autorytet” nie wezwie do ukarania jednych i drugich?

Należy jeszcze dodać słowo o wybaczeniu i przedawnieniu. Właśnie na tym opiera się „medialne mamienie prostaczków”. Wybaczenie należy do porządku osobistego. Dawna ofiara ubeka powinna mu w sercu przebaczyć, tzn. nie szukać zemsty (co nie znaczy nie szukać sprawiedliwości!) i nie chować urazy czy nienawiści. Władza państwowa reprezentuje jednak inny porządek, w którym wręcz NIE MOŻE kierować się przebaczeniem dla winowajców, bo dostała od Boga inny mandat:
Jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. (Rzym 13,4)

Mieszanie tych porządków jest ulubioną sztuczką dzisiejszych Michniko-Pieronków.
Dla zła nie ma przedawnienia. Dopóki nie zostanie oczyszczone, dalej oddziałuje niszcząco. Dlatego apostoł Paweł tak dbał o oczyszczenie dawnych przewinień w kościele:
Zapowiedziałem poprzednio, gdy po raz drugi byłem u was, i zapowiadam obecnie, gdy jestem teraz u was nieobecny, tym, którzy ongiś popełnili grzech, i wszystkim pozostałym, że gdy przybędę ponownie, nie będę pobłażał (2 Kor 13,2)

Jest jednak wielu naiwnych chrześcijan, którzy myślą, że mają więcej serca niż srogi apostoł…
Tym jednak zalecam następującą lekturę:
Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, rozpusta, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa. (Mat 15,19)
Podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, i zepsute, któż może je poznać? (Jer 17,9)

Chrześcijanie, którzy odrzucają Boże zasady i zdrowy rozum, by kierować się porywami swego „dobrego serca”, zamieniają nakaz kochania wszystkich i nietolerowania grzechu na humanistyczny manifest tolerowania wszystkiego i niekochania nikogo (w prawdziwym sensie tego wielkiego słowa).

Bóg jednak stale i jasno wzywa nas, byśmy każdą myśl poddawali w posłuszeństwo Chrystusowi (2 Kor 10,5).