Nie sposób dzisiaj jeszcze mówić o czymś innym, co nie miałoby związku ze śmiercią prezydenta. Chciałem w tym kontekście zwrócić uwagę na aspekt służby publicznej. Większość ludzi myślących o politykach i polityce, o wyborze drogi kariery politycznej, myśli w kategoriach osobistych korzyści: prestiż, wpływy, bogactwo i tego typu dość przyziemne rzeczy. Służba publiczna winna jednak skupiać się na aspekcie robienia czegoś dla kogoś. Służba publiczna to służba interesowi innych ludzi. Rzadko dzisiaj w ten sposób pojmuje się politykę. Rzadko ci, którzy noszą tytuły ministrów, zdają sobie sprawę, że minister wywodzi się z łaciny od słowa sługa. Większość widzi rządowe limuzyny, wygodne fotele, gabinety, sekretarki itd. – a w rzeczywistości to powinna być służba.

Nie znałem osobiście prezydenta Kaczyńskiego, ale na podstawie jego sposobu bycia, decyzji, jakie podejmował, można powiedzieć, że tak właśnie rozumiał swoją misję. Był człowiekiem skromnym, był sługą urzędu, pierwszego urzędu Rzeczypospolitej, który zdecydował się objąć i który ślubował przed Bogiem wiernie wypełnić. Jego służba publiczna skończyła się śmiercią. Jak wiemy, nie tylko jego, ale i kilkudziesięciu innych przedstawicieli władz RP. Od dzisiaj ryzyko śmierci w służbie publicznej nie będzie już czymś mglistym. Od dzisiaj każdy wysoki przedstawiciel państwa polskiego będzie wiedział, że obejmując prestiżowe stanowisko, jednocześnie wystawia się na ryzyko śmierci. Dostrzegli to też dziennikarze, którzy, gdyby było mniej świty w samolocie prezydenckim, sami by się w nim znaleźli i dzisiaj widzieliby już świat we właściwej perspektywie. Myślę więc, że śmierć prezydenta i druga tragedia katyńska otworzą oczy polskim elitom, że władza to nie tylko przywileje, zaszczyty i bogactwo, ale władza to odpowiedzialność, obowiązek i ryzyko! To ryzyko oddania nawet własnego życia…

Nie sposób nie skojarzyć tego ze służbą chrześcijańską. Każdy chrześcijanin nazwany jest niewolnikiem Chrystusa. Od swoich niewolników Jezus nie oczekuje niczego więcej ponad to, co sam zademonstrował swoim życiem i miłością do Boga Ojca. On nie wymaga od nas więcej, niż sam dla nas dokonał. Dał nam przykład, kładąc swoje życie za nas, i chce, żebyśmy byli gotowi poświęcać swoje życie codzienne dla Niego. Chce, byśmy byli też gotowi złożyć ofiarę ze swojego życia.

Czy w ten sposób patrzysz na swoją wierność Chrystusowi, na swoją drogę z Chrystusem – że może cię spotkać śmierć za posłuszeństwo, za wybranie świadectwa prawdy?

Jeszcze słowo do chrześcijańskich pastorów. Kiedyś, w czasach reformacji, nazywali się ministrami, właśnie od słowa sługa. Nasz arcypasterz dał wzór, kładąc swoje życie za owce. Pytanie, ilu z nas swoją służbę pastorską dzisiaj traktuje jako ofiarę, jako poświęcenie, które może objąć również ofiarę z życia dla swoich owiec. Zacytuję słowa apostoła Pawła, który właśnie tak pojmował swoją miłość, służbę, poświęcenie dla Jezusa i swoją miłość do ludzi, których On mu powierzył. Żegnając się ze swoim uczniem Tymoteuszem, tak zwraca się do niego:
Albowiem już niebawem będę złożony w ofierze, a czas rozstania mego z życiem nadszedł. Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; A teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście jego.”2 Tym. 4:6-8

Miłość w tym kontekście oznacza miłość do końca, która nie zawaha się oddać życia, gdy będzie trzeba. Czy w ten sposób kochasz Jezusa? Czy w ten sposób widzisz swoje chrześcijańskie życie i swoją służbę? Czy jest to tylko zabawa, tylko lepsze samopoczucie religijne – czujesz się lepszy od innych, bardziej święty, czysty czy w jakiś jeszcze inny sposób dowartościowany? Czy jednak widzisz swoje życie jako służbę, w której masz głosić prawdę, nastawać w porę i nie w porę, być zawsze do dyspozycji swego Pana i przyjąć wszelkie ciosy, jakie związane są z postępowaniem w wierności Jezusowi i Jego Słowu? Czy jesteś gotów przyjąć śmierć, jeśli taka będzie wola Boga?

Urzędnicy państwowi, którzy zginęli w Katyniu, nie wybrali śmierci. Oni podjęli ryzyko śmierci, bo wiadomo, że każdy z nich, a szczególnie Prezydent, w swej służbie publicznej narażony był na ataki, na zamachy i na inne niebezpieczeństwa. Podjęli swoją służbę z myślą o możliwości śmierci – podjęli ryzyko śmierci. Jeszcze większą ofiarą jest wybranie śmierci, kiedy możesz wybrać życie. Ale życie wtedy ma jedną drobną cenę – diabeł chce, żeby tylko przed nim uklęknąć, a wtedy nam wszystko daruje. Czy w takiej sytuacji wybrałbyś kompromis, czy wierność i śmierć? Historia już po czasach biblijnych zna przypadki, kiedy mężowie Boży stawali w obliczu takich wyborów. W cytowanym fragmencie apostoł Paweł wie, że czas rozstania z życiem nadszedł, że biegu dokonał, wiary dochował, nie wyparł się Jezusa i teraz za to czeka go śmierć od ludzi, a nagroda od Boga: korona, którą sam Pan włoży na jego skroń, wieniec sprawiedliwości. Od razu zapewnia, że nie tylko jemu, ale każdemu, kto też kocha Jezusa i z tej miłości gotowy jest złożyć swoje życie w ofierze dla Niego. Boży mężowie (i kobiety) stawali często w sytuacji wyboru śmierci na stosie albo wyparcia się tego, w co wierzą, i wybierali śmierć. Dzisiaj chrześcijaństwo wydaje się tanim wyborem. Nie niesie kosztów. Niedługo przyjdzie jednak czas, że w Polsce ten wybór będzie miał swoją cenę, cenę coraz wyższą. Najpierw będą to tylko szykany, prześladowania, być może więzienie – tak jak kosztowało to pastora w Szwecji, który powiedział prawdę o homoseksualizmie. To już się dzieje. To będzie narastało. Czy jesteś na to gotowy? Czy kiedy staniesz przed wyborem kompromisu albo wierności prawdzie za cenę nawet swojego życia, wybierzesz wieniec sprawiedliwości od samego Pana w niebie?