To pytanie stawia sobie wielu chrześcijan, a część bardziej „duchowych” z prorocką pewnością wyrokuje, że polityka to sprawa tego świata i nic nam do niej. Nieśmiało zasugeruję tym braciom, że takie sprawy, jak: handel, praca zarobkowa, edukacja, budownictwo mieszkalne, hodowla bydła itp. to również sprawy tego świata, a jednak niewielu „iluminatów” potrafi się bez nich obejść…

Wśród niektórych hierarchów katolickich obłuda poszła jeszcze dalej. Prezentują oni klasyczną mentalność Kalego. I tak zaangażowanie polityczne księży jest dobre, kiedy służy „naszej” opcji politycznej, a kiedy do głosu dochodzi inna opcja, to jest to profanacja świętości kościoła. Mistrzami tej sztuki są najsławniejsi polscy biskupi: Życiński i Pieronek. Kiedy trzeba bronić opcji G…o Wybiórczej, kiedy trzeba stręczyć do UE lub zwalczać ideę lustracji, wierni zawsze mogą liczyć na jedynie słuszne i pobożne pouczenie księży biskupów. Kiedy jednak z ambon zaczynają dominować głosy bliższe prawdy, ooo to już jest karygodne mieszanie sacrum i profanum. Zobrazuję powyższą obserwację dwoma przesuniętymi w czasie wypowiedziami Pieronka:
Styczeń 2003 („Polityka” nr 1, 2003): „Choćby sam diabeł siedział w UE, to jest naszym obowiązkiem jako chrześcijan tam wejść”.
Sierpień 2005 (GW 11.08.2005): „To jest przecież przekaz Ewangelii, sakrament. Kto się w kazaniu czy w ogóle podczas mszy zapędza politycznie, ten myli kierunek. Ciągle nie dociera do ludzi świeckich i do księży, że polityka jest materią pozakościelną, nie może jej być nawet w zakrystii, nawet w kancelarii parafialnej” [wyróżnienia autora].

Szatan rzeczywiście postąpił słusznie, wprowadzając w dziedzinie stosunku chrześcijan do polityki tak duże zamieszanie i niepewność. Szczególnie ma to dla niego znaczenie w dobie tzw. demokracji. Załóżmy, że biblijni chrześcijanie stanowią najbardziej samodzielnie myślącą i postępującą moralnie część społeczeństwa. Komu w takim razie zależy na trzymaniu tych ludzi z dala od urn wyborczych i zwodzeniu ich w kwestiach politycznych?

W wypadku dyktatury czy monarchii absolutnej ten problem ma marginalne znaczenie, ponieważ decyzje polityczne podejmuje jeden człowiek. Stan umysłu i poglądy większości obywateli nie mają w takiej sytuacji większego znaczenia. Bardziej istotny jest wtedy wpływ jednostek bliskich władcy. Wystarczy przeczytać księgę Estery lub Nehemiasza, by się o tym przekonać. Szczególnie znamienne są tu słowa Mordochaja skierowane do Estery, kiedy ta wahała się, czy zaangażować się w politykę:
Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim. Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginiecie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? (Estery 4,13-14)

Apostoł Paweł także żył w czasie panowania absolutnego rzymskiego cesarza. Nawet wtedy jednak gorąco polecał wszystkim chrześcijanom czynnie angażować się w politykę:
Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości. Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym (…) 1 Tym. 2,1-3 [podkreślenie autora]

Czasy autorytarnych rządów jednostki na krótko minęły w Europie. Mamy sytuację, że głos większości decyduje między innymi o tym, czy:

  • nienarodzone dzieci będą zabijane,

  • narodzone będą przymusowo wcielane w zastępy janczarów wychowywanych według państwowego wzorca „edukacyjnego”,

  • mordercy, bandyci i złodzieje będą swobodnie spacerować po ulicach pod ochroną policji, prokuratury i sądów,

  • policja i przeróżne służby otrzymają uprawnienia, by szpiegować cię, kontrolować i nachodzić w twym własnym domu i biurze,

  • będziesz musiał za chlebem emigrować za granicę,

  • Twoja żona będzie zmuszona szukać pracy, by pomóc Ci związać koniec z końcem, a Twoje dzieci będzie wychowywał ktoś obcy,

  • różne szkodniki społeczne za Twoje pieniądze będą obmyślać kolejne strategie, jak rozbijać rodzinę, buntować dzieci przeciwko rodzicom i reklamować zboczenia seksualne.

Jeśli te sprawy są Ci obojętne, to siedź sobie spokojnie w domu lub ławie swego kościółka, tylko nie oszukuj się, proszę, że jesteś uczniem Jezusa.

Może jednak jesteś przekonany do osobistego angażowania się w życie polityczne (choćby w postaci udziału w wyborach), ale uważasz, że w kościołach chrześcijańskich nie powinno mówić się o polityce. Przyznam się, że choć jest to dość rozpowszechniony pogląd, to trudno jest mi go poważnie traktować z przyczyny jego nielogiczności. Rolą kościoła jest nauczanie wierzących przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem (Mat. 28,20), aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany (2 Tym. 3,17). Gdzie, jeśli nie w kościołach, chrześcijanie mają poznać nauczanie Biblii w sprawach społeczno-politycznych (a jest tego naprawdę sporo)? Jaką logiką kieruje się człowiek, który daje kościołom prawo nauczania np. o seksie, pieniądzach, uczciwości w interesach, sposobie wychowywania dzieci, a zabrania pouczania o tym, jak poruszać się na rynku przeróżnych (niekiedy z pozoru bardzo wzruszających) idei politycznych? Szkoda słów, więc będę konsekwentny i zakończę ten wątek.

Mam nadzieję, Drogi Czytelniku, że podobnie jak ja jesteś przekonany, że właściwym pytaniem nie jest, CZY angażować się w politykę, tylko JAK.

Na początek podam niechlubny sposób uprawiania polityki stosowany przez znaczną część polskich protestantów. Czując się zagrożeni przez katolicką większość, ludzie ci rokrocznie głosują na tzw. laicką lewicę (SLD, UW, UP, UD, SDPL, itp.). Licząc na życzliwość dla swoich kościołów tak wybranych władz czy pragnąc utrzeć nosa panoszącemu się klerowi katolickiemu, wielu z nich czynnie wspiera siły rujnujące nasze życie na każdej płaszczyźnie (więcej na ten temat w art. „Chrześcijanin socjalistą?” w następnym numerze). Taka egoistyczna i krótkowzroczna postawa jest niegodna chrześcijanina. Wielu jednak jest nieświadomych i wprowadzanych w błąd przez swoich pasterzy. Oto przykład ich mieszania się w politykę:

My, niżej podpisani, apelujemy do Senatorów RP o wycofanie projektu ustawy o likwidacji Funduszu Kościelnego (…) Podkreślamy, że środki finansowe pochodzące z tego Funduszu umożliwiają wypełnianie Kościołom i związkom wyznaniowym szeregu istotnych zadań.(…) Zwracamy ponadto uwagę, że ww. projekt nie był konsultowany z żadnym z naszych Kościołów.(…)”
Ks. Paweł Lazar
KOŚCIÓŁ ADWENTYSTÓW DNIA SIÓDMEGO
Ks. Andrzej Seweryn
KOŚCIÓŁ CHRZEŚCIJAN BAPTYSTÓW
Bp Janusz Jagucki
KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI
Bp Edward Puślecki
KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-METODYSTYCZNY
Ks. Henryk Dąbrowski
KOŚCIÓŁ POLSKOKATOLICKI
Bp Mieczysław Czajko
KOŚCIÓŁ ZIELONOŚWIĄTKOWY
Ks. Jerzy Toflluk
POLSKI AUTOKEFALICZNY KOŚCIÓŁ PRAWOSŁAWNY
Bp Marek Izdebski
KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-REFORMOWANY
Bp Piotr Libera
KOŚCIÓŁ KATOLICKI

Warszawa, dnia 23 września 2004 r. (za www.pastor.pl)


Tacy ludzie gotowi są bronić swoich partykularnych interesów, nie patrząc na to, czy jest to sprawiedliwe, czy stanowi to dobry wzór dla innych (w Polsce normą jest, że każda grupa zawodowa chce coś wyszarpnąć od rządu, zapominając, że ten zanim coś da, musi wpierw o wiele więcej odebrać; pocieszają się być może tym, że zabierze komuś innemu…) i czy inni mają ochotę łożyć na ich przywileje. Oczywiście na ich kazaniach nie usłyszycie o złodziejskim obliczu każdego rodzaju socjalizmu – chyba, że są obłudnikami do kwadratu…
Mamy więc pierwszą zasadę negatywną, jak chrześcijanie nie powinni mieszać się do polityki – nie walczyć o swoje partykularne przywileje, szczególnie, gdy godzą one w interesy innych lub są elementem niesprawiedliwego systemu (dlaczego pastor/ksiądz ma płacić na ZUS 50 zł, a najniżej zarabiający Polak 400 zł?).

Kościół katolicki stawia poprzeczkę jeszcze wyżej – nie tylko po cichu chce mieć wpływ na każdy szczebel władzy państwowej od gminy po stolicę, ale wywiera na państwo naciski, by te na poziomie traktatów międzynarodowych (konkordat) gwarantowało mu specjalne przywileje i gratyfikacje finansowe. W szczególnie sprzyjających okolicznościach katolicyzm nie waha się przed oficjalnym przejęciem władzy w państwie (Słowacja, ks. Tisso) lub dąży do ustanowienia tzw. państwa katolickiego (z uprzywilejowaną religią państwową). W najnowszej historii miało to miejsce np. w faszystowskich Włoszech i Chorwacji. „Ewangelizację” prowadzi wtedy państwo wespół z kościołem. Jej dobroczynne skutki mogliśmy jeszcze po pięćdziesięciu latach obserwować w byłej Jugosławii. Nic dziwnego, że zgorszeni tym prostoduszni chrześcijanie pochopnie pragną wycofać się i wycofać swoje kościoły z mieszania się w politykę. Wystarczyłoby jednak wytyczyć jasną granicę: kościołom nie wolno mieszać się w walkę o władzę, ale powinny walczyć o idee!
Szczególnie ma to znaczenie w systemie demokratycznym, w którym o kształcie ustrojowym państwa decyduje większość głosujących. Kościoły powinny dokładać starań, by ich członkowie mieli właściwe poglądy na sprawy społeczno-polityczne i nie dawali posłuchu różnym „opalonym czy odchudzonym demagogom” ani oszustom spod znaku Michnika i Urbana.

Być może jeszcze ważniejsze jest świadectwo, jakie naszym zaangażowaniem w politykę dajemy niewierzącym w biblijnego Jezusa Polakom. Czy nasi rodacy widzą w protestantach potencjalnych zdrajców i sprzedawczyków, którzy stale popierają partie antykatolickie bez względu na ich często złodziejski (socjalizm) lub wręcz morderczy (aborcja, eutanazja) charakter, czy też widzą w nas ludzi zawsze wiernych prawdzie i sprawiedliwości? Jezus nas z tego rozliczy. Oby nie sprawdziły się na nas słowa:
Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu. (Rzym. 2,24)

Warto jeszcze pokrótce przedstawić idee, które kościoły powinny propagować w przestrzeni publicznej. Jasną wytyczną są tu cytowane na wstępie słowa apostoła Pawła o modlitwie za rządzących: abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości.

W czasach dyktatury chrześcijanie mogli tylko modlić się o te wartości, w czasie „władzy ludu” powinni jak najszerzej propagować w swej społeczności te idee – a więc sprawiedliwość (uczciwość) i wolność (sumienia, praktykowania religii, gospodarowania, rozporządzania swoją własnością, podróżowania, gromadzenia się itp.), aby każdy obywatel państwa mógł prowadzić ciche i spokojne życie.

Partie i przywódcy polityczni, którzy lekceważą sprawiedliwość i dążą do ograniczania wolności ludzi, powinni spotkać się ze zdecydowanym odporem ze strony poszczególnych uczniów Jezusa, jak i całych Jego kościołów!

Paweł Chojecki


PS Na koniec jeszcze słowo do tych bardziej „duchowych” braci, którzy potępiają wszelkie zaangażowanie kościołów w politykę, twierdząc, że naszą misją jest jedynie głoszenie ewangelii o zbawieniu w Jezusie. Czy więcej ludzi słyszy tę dobrą nowinę w krajach przynajmniej częściowej sprawiedliwości i wolności (np. Nowa Zelandia, USA, Australia), czy tam, gdzie występują one w formie szczątkowej (Korea Płn., Wietnam, Arabia Saudyjska)?

Apostoł Paweł, nawołując wierzących swoich czasów do modlitewnego mieszania się w politykę, nie miał wątpliwości, jaki ma to związek z ewangelizacją:

Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości. Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.

1 Tym. 2,1-4 [podkreślenie autora]

„Unia to dla nas prawdziwy skarb. Takiego zastrzyku finansowego Kościół jeszcze nigdy wcześniej nie otrzymał.”
ks. Zbigniew Walkowiak, proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Chełmnie w diecezji toruńskiej (cytat za onet.pl)
po korekcie

iPP nr 13, sierpień 2005